Wszystkiego pełno. Tyle tylko, że: czarna spódnica z baskinką poszerza mi biodra, jeansy są za ciasne i za krótkie (może schudnę), amarantową sukienkę miałam na sobie jeden jedyny raz (spłaszcza mi biust, uwydatnia brzuch, którego nie mam, prawe ramiączko bezwładnie wisi na ramieniu), beżowy sweter Olsena był, jest i mam nadzieję, że zawsze będzie na mnie za duży (do tego jest okrutnie ciężki), biała bluzka koszulowa powiększa mi i tak wydatny biust.
Mogłabym wyliczać jeszcze długo, a prawda jest taka, że to, co do mnie pasuje (rozmiarem, stylem i kolorem) jest w praniu. Bo po prostu się brudzi.
Narasta we mnie irytacja. Bałagan w szafie, głowie i życiu? To już nie dla mnie.
Dzisiaj zaczynam mój 348-dniowy (tyle zostało do końca 2014 roku) projekt pn. "Nie jestem chomikiem". Trzymam za siebie kciuki i sobie samej życzę powodzenia! A za przewodnik, niechaj służy mi to: